fbpx
Zarządzanie sobą w czasie, czyli nie gubię czasu – postępy

Zarządzanie sobą w czasie, czyli nie gubię czasu – postępy

Doskonale wiesz, że uczę się efektywnie zarządzać swoim czasem. Przynajmniej mam taką nadzieję, że znamy się na tyle, że już o tym wiesz. Jakby nie było, wspomniałam o tym już dwa razy. Tutajtutaj 🙂

Wpis, zgodnie z założonym harmonogramem, powinnam opublikować w ostatni czwartek miesiąca. Zaplanowałam, że artykuły rozwojowe będą się pojawiały w pierwszy i ostatni czwartek miesiąca, obok poniedziałkowych — porządkowych. Niestety, w taki sposób nie daję rady i muszę harmonogram ponownie dostosować do siebie. Nie do końca mi się to podoba, powoli jednak uczę się odpuszczać i w zasadzie, to wiem, że to jedyna droga, aby przygotowywanie wpisów stanowiło przyjemność, a niewątpliwie obecnie tak jest. Nie chciałabym tego zgubić po drodze. Więc najnowsze wpisy to zawsze poniedziałek, już bez znaczenia z jakiej kategorii.

w kontekście

Ok, ale co właściwie się takiego się stało, że nie przygotowałam wpisu zgodnie z założonym harmonogram? Właśnie przytrafiło mi się życie. Wydarzenia mniejsze, większe, przyjemne i te trochę mniej przyjemne spowodowały, że nie byłam w stanie się skupić akurat na tym. Przyznam, że nie ma nic gorszego niż pisanie na przymus, bo to wówczas bardzo trudne zadanie. Lubię wyzwania, przeważnie lubię, jak nie jest lekko, ale na pewno nie przy pisaniu. Tu potrzebne jest natchnienie, jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi. Wracając do sedna. Kiedyś nie byłoby tak miło i przyjemnie, gdybym nie dotrzymała danego słowa. Jedno jest pewne, książka Pani Swojego czasu na pewne sprawy niewątpliwie otworzyła mi oczy i jedną z nich jest niewątpliwie kontekst. Każdy z nas ma swoje indywidualne warunki, które niestety potrafią się zmienić z dnia na dzień. Czasami coś nam się przytrafia, a czasami najzwyczajniej w świecie dopada nas niedyspozycja. Zaliczyłam ostatnio i jedno, i drugie. Dziś wiem, że nie ma potrzeby się tym niepotrzebnie spinać. Bo humory bywają różne i życie też bywa bardzo różne. Najważniejsze, tak mi się wydaje, to nauczyć się to dostrzegać i nie walczyć z tym na siłę.

Co staram się robić w takich sytuacjach? Mam swoje sposoby i opowiadam Ci o nich poniżej.

mów do mnie

Sposób numer jeden polega na tym, że mówię do siebie. Po prostu ze sobą rozmawiam i nie, jeszcze nie zwariowałam do końca. Zanim ocenisz, po prostu spróbuj ;). Takie podejście pomaga zrozumieć, o co mi tak naprawdę chodzi, dlaczego nie mogę się skupić na realizacji danego zadania lub w ogóle, dlaczego jestem rozkojarzona. Jeszcze do nie dawana, takie rozmowy prowadziłam w myślach. Dziś coraz częściej mówię do siebie na głos. Ta druga opcja zdecydowanie bardziej pomaga, bo czasami wystarczy usłyszeć tę absurdalną rzecz, która chodzi nam po głowie. Niekiedy to faktycznie wystarcza, żeby odpuścić dany temat i zająć się tym, co faktycznie jest dla nas ważne. Także i w tym przypadku, chyba nieco wzoruję się na Pani Swojego Czasu. Chociaż możliwe, że dodała mi jedynie odwagi, żeby po prostu robić to na głos.

pomyślę o tym później

Sposób numer dwa, przydatny zwłaszcza, w przypadku natrętnych myśli, to „pomyślę o tym później”. Wtedy, kiedy wiem, że coś zaprząta moje myśli, a ja już jestem nimi zmęczona, to stosuję właśnie tę technikę. Czasami pomaga, czasami nie. Jest to jednak wyjście z sytuacji. Oczywiście i będzie moje kolejne ulubione sformułowanie „to zależy”. O ile sposób numer jeden polecam każdemu, tak na pewno sposób numer dwa nie znajdzie zastosowania w każdym przypadku. Niewątpliwie takim podejściem w pewnych przypadkach można zrobić sobie wiele krzywdy. Więc jeśli masz tendencje do odkładania na później i nigdy nie zajmujesz się Twoimi najważniejszymi i najistotniejszymi kwestiami, to tak po prostu nie rób.

aktywność fizyczna

Gdy zawodzi sposób numer jeden i dwa, to zdecydowanie do akcji musi wejść sport. Staram się ćwiczyć codziennie, co najmniej 20 minut. Aktywność dowolna, w żaden sposób sobie tego nie narzucam. Chcę, aby po prostu wysiłek fizyczny wszedł mi w krew i stał się naturalnym przyzwyczajeniem. Oczywiście monitoruję na tygodniowej karcie nawyków. Bardzo rzadko ćwiczę tylko 20 minut. W zasadzie tylko wtedy, kiedy czuje się zmęczona lub przeziębiona. W innych przypadkach ćwiczę dłużej i to mi się podoba. Jednak aktywność fizyczna w kontekście dzisiejszego wpisu wygląda nieco inaczej, bo tu nie chodzi o zadbanie o kondycję fizyczną, tylko o takie zmęczenie, żeby głowa nie zajmowała się tym, czym dotychczas była pochłonięta. U mnie najlepiej sprawdza się w takich przypadkach bieganie, do którego wraz z nadejściem wiosny z przyjemnością wróciłam. Wiadomo, kondycja do ponownego wypracowania, ale zupełnie źle nie jest.

:::

Plan był inny, napisałam o czym innym. Patrząc jednak na ubiegły miesiąc, gdzie nawet praca nad nawykami mi się rozjechała, to faktycznie warto było zmienić plan i napisać właśnie o tym. Niewątpliwie dla mnie to duża wartość dodana, bo każde podsumowanie, pozwala mi lepiej poznać siebie i z większym prawdopodobieństwem założyć termin realizacji niektórych zadań. Zresztą dobrze jest po prostu wiedzieć, co nam służy, a co nie. Także w kontekście zarządzania sobą w czasie. Przypuszczam, że przede mną jeszcze nie jeden tydzień zombie (dobrze by było, gdyby trwał jedynie taką chwilę) i warto wówczas mieć sprawdzone sposoby działania. Powiem Ci na koniec, że mój tydzień zombie jeszcze się nie skończył. Dzielnie próbuję sobie z tym poradzić. Trzymajcie kciuki, a ja idę biegać. 🙂

A jak Ty sobie radzisz z niemocą?
A może Cię to nie dotyczy?

Spodobał Ci się wpis? Proszę, podaj dalej. Dziękuję!
FacebookPinterestEmail

Dodaj komentarz

Close Menu